Kalendarium


8 kwiecień 2002r.

Narodziny Aresa. Mój psiak przychodzi na świat jako pierwszy z miotu, po nim rodzi się jeszcze pięć szczeniaków.

14 maj 2002r.

Dotychczasowy ład i porządek w mojej rodzinie na kilka najbliższych tygodni zostaje zachwiany. Późnym wieczorem wracam z mamą do domu- chyba z jakiś moich zajęć dodatkowych- gdzie, co oczywiste, zastaję tatę i siostrę, natomiast co mniej oczywiste, a jeszcze bardziej zaskakujące...psa. Krótko mówiąc tata zgotował nam DUŻĄ niespodziankę. Co prawda powtarzał przez około dziesięć lat, że powinniśmy mieć psa, jednak mama zawsze mówiła stanowcze:"NIE- ty chyba zwariowałeś". Bądź, co bądź, po miesiącu wszyscy do Aresa się przyzwyczaili. A teraz nie wyobrażamy sobie bez niego życia. Jednym słowem: 14 maja powiększyła nam się rodzina.

20 maj 2002r.

W tym dniu miała miejsce pierwsza wizyta u lekarza i szczepienie. Ares był bardzo dzielny.

25 marzec 2003r.

Strona, którą właśnie przeglądacie została umieszczona w sieci. Dzień póżniej założyłem licznik odwiedzin.

8 kwiecień 2003r.

Aresik skończył roczek. W związku z tym faktem, całej rodzinie przypomniało się wiele historyjek z udziałem naszego psiaka, który w rok, z "małej kluseczki" przemienił się w dorodnego dużego psa. Chciałem się z Wami- internautami- podzielić dzisiaj jednym wspomnieniem...
Rzecz działa się w pierwszym tygodniu po pojawieniu się w naszym domu psa. Gdy ranem wchodziliśmy do przedpokoju, gdzie mieściło się posłanie Aresa, trzeba było uważać by nie wdepnąć w "niespodzinkę" jaką w nocy robił Aresik. Gwoli ścisłości zazwyczaj dwie. Nikt nie reagował na nocne piszczenie, gdyż pies i tak nie mógł wychodzić na dwór, ze względu na szczepienia. A piski wynikały zresztą z chęci kontaktu z kimś z rodziny; nowe miejsce, brak matki i rodzeństwa, stres- wiadomo. Jednak pewnego dnia szczeniak zawodził i piszczał tak głośno i długo, że było to nie do wytrzymania. Tata wstał z łóżka, i co ujrzał? Aresika siedzącego przed łazienką, skrobiącego pazurkami w zamknięte drzwi. Jak się okazało, co noc, psiak po tym jak załatwiał się w przedpokoju, uciekał przed smrodem do łazienki. A tej nieszczęsnej nocy, ktoś mu zamknął drzwi...Od tego momentu pamiętaliśmy, żeby zostawiać drzwi od toalety otwarte, a co więcej zapalaliśmy także "małe światło" w celu lepszej orientacji.

8 maj 2003r.

Może niektórzy z was słyszeli, o mieszkańcu Nowego Yorku wychodzącym na wieczorne spacery ze swoim foxterierem na "polowanie", którego celem są szczury. Natomiast idę o zakład, że nie słyszeliście o rasie tropiącej jeże... Ba, oczywiście, że jest nią tosa :-). Dziś na wieczornym spacerze Ares po raz drugi znalazł jeża skrytego w krzakach( jakiś tydzień temu dokonał podobnego wyczynu ), co zakomunikował szczeknięciem. Nigdy wcześniej nie widziałem takiej "kolczastej kulki" na własne oczy. Jeż został przyniesiony do domu i puszczony po podłodze w kuchni. Cała rodzina oglądała i jeżeli można tak powiedzieć- głaskała go, czym pies nie był zachwycony. Starał się skupić naszą uwagę na sobie, wpychając się między mnie( czy siostrę ), a jeża. Lizaniem i trącaniem nosem przypominał, że do pieszczenia, to jest on, a nie jeż. Jednak mimo zżerającej go zazdrości, nie szczekał, ani nie starał się pozbyć, to jest zjeść, konkurenta.

lipiec 2003r.

Podczas tegorocznych wakacji Ares wiele czasu spędził razem z nami na wsi. Jako, iż w trakcie roku szkolnego w zasadzie cały czas przebywa w Warszawie, pobyt na łonie natury wniósł do jego (i tak "pieskiego życia") wiele radości.. Nowe doświadczenia, takie jak buszowanie w zbożu, spotkania oko w oko z koniem, czy pływanie na łódce, na pewno pozytywnie wpłynęły na jego humor jak i psychikę. Czym urzekł nas wszystkich, były wyżej wspomniane, szaleńcze biegi na zasianych żytem polach. Jako, iż kłosy były stosunkowo wysokie, Ares, by móc się zorientować w swoim położeniu musiał wyskakiwać ponad nie, co było widokiem naprawdę uroczym. Jednak pełnią szczęścia była zabawa, której zasady przypominały "berka" połączonego z "zabawą w chowanego". Partnerem tych dzikich harcy był czarny labrador.

sierpień 2003r.

W sierpniu pojechaliśmy na Mazury. Tosiak lubi wodę; nie oznacza to jednak, że pływanie jest czynnością za którą przepada. Preferuje, stać bądź leżeć w wodzie, w taki sposób aby miał zanurzony brzuszek. Uwielbia także puszczać bąbelki pod wodą, zanurzając mordkę pod taflę jeziora. I właśnie w taki sposób Ares odpoczywał :-). Należy go jednak także pochwalić za to, iż w swoisty sposób starał się mieć nad każdym członkiem rodziny, który wchodził do wody, kontrolę. Oznacza to, iż nie można było wejść do jeziora bez Aresika, a jak się odpływało od brzegu, on dzielnie podążał za tobą. Wybraliśmy się z nim także na łódkę wiosłową, na początku trochę się bał, jednak po kilkunastu minutach taki środek transportu bar